czwartek, 3 marca 2016

Dzień 4


ŚNIADANIE: 
Buła żytnia plus soczek (w trasie)


II ŚNIADANIE:
Granola, pół banana, jogurt.



OBIAD:
Znowu mielone ;P



KOLACJA:
Kanapki z domowym pasztetem sojowym i ogórkiem zielonym.


Mam! Kupiłam! Buty do biegania!Muszę je wypróbować :P



Dzień 3

ŚNIADANKO:

Omlet z dwóch jaj z domowej roboty dżemem z czerwonej porzeczki i bananem.

II ŚNIADANIE:

Kanapki z pastą (twaróg i makrela w pomidorach) z ogórkiem kiszonym i cebulą.


OBIAD:
Mielone z piersi z kurczaka, burak gotowany z marchewką, porem i soją, sos czosnkowy.


KOLACJA:
Mandarynki.



A do tego godzina Zumby ;P










poniedziałek, 29 lutego 2016

Dzień 2

ŚNIADANKO:
Kanapki z pastą (twaróg + makrela w pomidorach), ogórkiem kiszonym i cebulą.
Zielona herbata (Japońska wiśnia)




II ŚNIADANIE:


OBIAD:

Makaron razowy z jogurtem naturalnym, truskawkami i rodzynkami.


KOLACJA:

Kanapki z sałatą i wędzonym łososiem.



Uwaga, miało miejsce drugie podejście do biegania. oczywiście znów trwało to tylko 20 minut i poszło gorzej niż wczoraj, ale chęci się liczą! Prawda jest taka, ze muszę złapać jakąkolwiek kondycję. Mam nadzieję, że po kilku, może kilkunastu takich "przebieżkach" będzie szło lepiej.



niedziela, 28 lutego 2016

Dzień 1

Co Marzena dzisiaj zajadała? :-)

ŚNIADANKO:

Jogurcik z pomarańczą, prażonym słonecznikiem i musem z mango.




OBIAD:

Pęczak z kurczakiem i groszkiem.
(Marchewkę wyłowiłam mamie  z rosołu) ;-)




PODWIECZOREK:

Rosół, w końcu mamy Niedzielę! (chudziutki ;)) 


KOLACJA:
Sałata z tuńczykiem, kalarepką, cebulą i jajkiem.



No dobra to teraz grzechy.... zjadłam 3 małe kawałki ciasta u babci do kawki...... tak szybko jadłam, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia! Ale ale ale! Biegałam dzisiaj! Tzn. próbowałam... trwało to krótko, ale zdążyłam się spocić ;-)


sobota, 27 lutego 2016

Niedziela zobowiązuje.. Leżę w łóżku i nie mam ochoty wstawać... zaraz wykombinujemy jakieś zdrowe śniadanko...

Pomalutku rodzi sie we nnie postanowienie biegania.. troszeczkę teorii juz zaczerpnęłam.. muszę sobie buty kupic bo w trampkach chyba nie będzie dobrze....
Złej baletnicy.............

No to zaczynamy!



Mam 26 lat, 180 cm wzrostu i ważę 85 kg.
Jedni mówią, że to dużo, inni, że jest OK.
Prawda jest taka, że jest to delikatna nadwaga...
Czuję się jednak w tym "cielsku" okropnie...
Odkąd skończyłam 18 lat zaczęły się pojawiać problemy z moją wagą...
Ciągle tyłam..
Próbowałam ćwiczyć... spadło 3 kilo i nic...
Próbowałam być na diecie... spadło 5 kilo...lecz wszystko wróciło do wcześniejszego stanu...
Urodziłam dziecko i BUM!
85 kilo...
Dziecko ma już 3 lata... a moja waga nie zmienia się...
Czytając kolejne blogi o zdrowym odżywianiu, wertując milion stron poświęconych zdrowym jadłospisom stwierdziłam, że ja to wszystko wiem!
Wiem jak powinien wyglądać dzień aktywnego, zdrowo odżywiającego się młodego człowieka.
TYLKO DLACZEGO JA NIE MOGĘ TEGO ZROBIĆ???
Brak motywacji? Nie.... Przecież chce być szczupła! Zdrowa! Piękna! Chce nie łapać zadyszki, gdy próbuję nadążyć za dzieckiem na cholernym placu zabaw!


Brakuje mi wytrwałości... jestem słaba, słabiuteńka... tak słaba, że aż wstyd!
Słomiany zapał... znacie to?? Właśnie...

Oto jak powstał blog.
Powiedziałam sobie: Marzena! Weź może zapisuj wszystko, co żresz, to będziesz bardziej się pilnować :)

No to zaczynamy...